*Jonathan*
Ten dzień musiał nadejść. Pierwsza przemiana Matta. Miałem już obmyślony plan działania, ale jednocześnie byłem przerażony. Przerażony tym, że coś się nie uda... tym, że Pierwsi się dowiedzą i uznają to za zniewagę... Musiałem się tego podjąć. Nie mogłem zostawić Beth z tym wszystkim.
Emily jak zawsze gdzieś wybyła. Może i lepiej. Miałem przynajmniej święty spokój. Dopiłem ostatni worek i wyszedł na dwór. Od ostatniego spotkania z Beth nie miałem z nią żadnego kontaktu. Powiedziałam, że musi nadrobić zaległości w nauce i bibliotece. To był jej ostatni rok, nie mogła go zawalić.
Ten dzień musiał nadejść. Pierwsza przemiana Matta. Miałem już obmyślony plan działania, ale jednocześnie byłem przerażony. Przerażony tym, że coś się nie uda... tym, że Pierwsi się dowiedzą i uznają to za zniewagę... Musiałem się tego podjąć. Nie mogłem zostawić Beth z tym wszystkim.
Emily jak zawsze gdzieś wybyła. Może i lepiej. Miałem przynajmniej święty spokój. Dopiłem ostatni worek i wyszedł na dwór. Od ostatniego spotkania z Beth nie miałem z nią żadnego kontaktu. Powiedziałam, że musi nadrobić zaległości w nauce i bibliotece. To był jej ostatni rok, nie mogła go zawalić.
Poszedłem do garażu i jeszcze raz sprawdziłem zawartość bagażnika czy aby niczego nie zapomniałem. Różnego rodzaju łańcuchy wypełniały po brzegi tą część mojego samochodu. Miałem jeszcze trzy godziny do 17:00. Postanowiłem zrobić sobie mały spacer. Powędrowałem do miasta. Z lekkim znudzeniem oglądałem kolejne wystawy sklepowe. Chciałem już wracać, ale coś przykuło moją uwagę, a mianowicie sukienka. Śliczna, zwiewna, biała w błękitne kwiaty. Idealna dla Beth. Wszedłem do sklepu i kupiłem ją bez większego namysłu.
*Elizabeth*
Razem w rodzicami jedliśmy śniadanie. Bardzo się cieszyłam, że relacje pomiędzy nami w ogóle się nie zmieniły.
- A co u tego Twojego Jonathan? -spytała nagle mama.
- Błagam Cię.... -wybełkotałam.
- Może by do nas wpadł na kolacje czy coś? -kontynuowała.
- Na pewno nie dzisiaj... Porozmawiam z nim o tym... - zapewniłam.
- Twoja mina mówi co innego ale trzymamy Cię za słowo -zaśmiał się Tata.
Po posiłku pozbierałam brudne naczynia i pozmywałam. Rodzice mieli dzisiaj wolne. Tata wygodnie rozłożył się na kanapie i oglądał wiadomości, a mama zajęła miejsce w swoimi ukochanym fotelu i zajęła się za kończeniem szala na zimę w odcieniu bordo. Miał to być mój prezent na gwiazdkę. Ach ta niespodzianka...
- Kupimy kota????
- Em.. mamo? -razem z tatą spojrzeliśmy na nią zdziwionym wzrokiem.
- Zawsze chciałam mieć kota, ale mieliśmy psa...
- Ta twoja delikatność... -wymamrotał Tata.
Mój kochany psiak... Od tego się wszystko zaczęło. Wzdychnęłam z nostalgią i usiadłam się na krześle w kuchni.
- To jak???
- Okay... -odpowiedzieliśmy z tatą.
Mama nie kryła zadowolenia z triumfu, a my nie chcieliśmy odbierać jej radości.
Siedzieliśmy tak do południa, aż przyszedł czas na obiad. Jeśli jesteśmy wszyscy w domu i nic pożytecznego nie robimy to na obiad jest tylko jedno rozwiązanie. Pizza. Zamówiłam nasz posiłek i pozostało nam czekać. Strasznie bałam się pełni.... Od ostatniego spotkania z Jonathanem starałam się żyć normalnie, żyć tak jak kiedyś. Jednak świadomość posiadania tylu informacji była dość przytłaczająca. Byłam strasznie ciekawa kiedy przybędą Pierwsi i jak bardzo ich przybycie namiesza... O ile da się jeszcze bardziej.
Po jakichś 15 minutach usłyszeliśmy dzwonek. Oczywiście ja musiałam iść i odebrać nasz posiłek. Zapłaciłam za pizzę i wróciłam do kuchni, gdzie Tata z mamą już siedzieli przy stole... Rozłożyłam talerze i zabraliśmy się za konsumpcję. Było bardzo miło. Tak jak kiedyś.
- To właściwie gdzie ty idziesz? -zapytał tata.
- No mówiłam, że spotkać się z Mattem... -powiedziałam biorąc się za kolejny kawałek.
- Lily będzie?
- Nie.
- A Jonathan? -włączyła się mama.
- Może...
- Co ty będziesz robić sama z dwoma chłopakami??? -oburzył się tata.
- Po pierwsze jestem dorosła, a po drugie na pewno nie to o czym myślisz - uśmiechnęłam się.
Tata skarcił mnie wzrokiem i już nie kontynuował tematu.
O 16:00 czekałam na Matta przy wiedzie do lasu. Już po chwili wyłonił się zza zakrętu.
- Hej -przytuliłam go na powitanie, co od razu odwzajemnił.
- Chodźmy, nie czuje się najlepiej... -wyszeptał i ruszyliśmy w wyznaczone miejsce.
*Jonathan*
Od godziny szykowałem już wszystko. Poprzypinałem łańcuchy do murów i wymieniłem kraty. Miałem tylko nadzieję, że to wszystko wytrzyma. Pustostan to stary domek pewnie po jakimś leśniczym bądź myśliwym z wyglądającą na solidną piwnicą.
Kiedy ostatni raz wszystko sprawdzałem usłyszałem zbliżających się Beth i Matta. Wyszedł z piwnicy i stanąłem obok auta.
- Gotowy? -spytałem gdy się zbliżyli.
- A co jeśli powiem, że nie..?
- Prawdopodobnie nic to nie zmieni... -odpowiedziałem.
- Pokażesz nam piwnicę? -spytała.
Kiwnąłem głową, że mają iść za mną. Pokazałem im wszystko dokładnie. Przerażenie w oczach Matta zyskało na sile, gdy ujrzał te wszystkie łańcuchy.
- A Wy gdzie będziecie?
- Za tą kartą -powiedziałem.
- Okay... przykujcie mnie -powiedział zrezygnowany.
Jakoś po 18:00 skończyliśmy go przykuwać i po raz tysięczny sprawdziłem czy wszytko jest dobrze. Staliśmy w ciszy i po prostu się na siebie gapiliśmy. Każde z nas czekało aż coś się stanie, ale nic. Myślałem, że może się pomyliłem, że... sam już nie wiem. To wszystko traciło jaki kol wiem sęs. Dopiero przed 20:00 z Mattem zaczęło się coś dziać. Jego oczy zaczęły nabierać intensywniejszego koloru.
- Wyjdźcie stąd... -wymamrotał i osunął się na kolana.
- Matt... -wyszeptał z bólem głosie Beth.
- Błagam! -krzyknął.
To już nie był ludzki głos. Wyraźnie było słuchać w nim warczenie. To się na prawdę działo. Wyszliśmy z piwnicy i dokładnie zamknąłem za sobą stalową kratę.
- Nie mogę bo zostawić...
- Obiecaj mi, że jak przestanie się kontrolować nie będziesz ze mną dyskutować...
- Obiecuję -powiedziała i spojrzała mi prosto w oczy.
Starałem się być nie ugięty... W jej oczach nie było żadnych emocji tylko łzy... Objąłem ją ramieniem, a ona wtuliła głowę w mój tors. Byliśmy bezradni i bezsilni. Mogliśmy się tylko przyglądać jak cierpi. Jak jego kości łamią się w każdy możliwy sposób aby móc dokonać całkowitej transformacji.
- Zabierz ja stąd... -wysapał ostatkiem człowieczeństwa w sobie i zaczął tracić samego siebie.
Wprowadziłem ja z piwnicy i zamknąłem za sobą kolejne dwie pary drzwi. Słychać było krzyki przeplatane z ujadaniem i warczeniem.
- I co teraz?
- Chodźmy na dwór... -zaproponowałem.
Twierdząco skinęła głową i ruszyła za mną.
Noc była przyjemna. Lekki powiew wiatru, gwiazdy i księżyc w całej swej okazałości...
Usiadła się na schodkach przed domkiem i wbiła wzrok w niebo.
- Co jeśli on tu przyjdzie? -spytała ciągle wpatrując się w niebo.
- Kto?
- Ten drugi wilkołak...
- Zabije go -odpowiedziałam bez namysłu.
- Albo on Ciebie...
- Wątpisz we mnie?!
- Nie chcę zostać sama...
Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Bez słowa ruszyłem w stronę auta. Wtedy dopiero przeniosła na mnie swój wzrok. Kobieca ciekawość...
Wróciłem z wrzosowym pudełkiem owiniętym czarną wstążką.
- Proszę -wręczyłem jej.
- Co to? -była lekko zdziwiona.
- Dowiesz się jak otworzysz...
Pomału odwiązała wstążkę i otworzyła pudełko. Wyciągnęła delikatnie sukienkę i patrzyła na nią bez słowa.
- Nie podoba ci się?
- Nigdy nie dostałam piękniejszego prezentu... -uśmiechnęła się lekko.
Nagle ucałowała mnie w policzek i wyszeptała Dziękuję...
- Przymierz..
- Teraz?
- Tak. Zrób to dla mnie bo prawdopodobnie jestem już martwy... -oznajmiłem z uśmiechem.
- Pierwsi?!!
- Haha nie... Emily. Dzisiaj jest jakiś tam bal charytatywny, na którym miałem być, ale wybrałem ciekawsze zajęcie nie informując jej o tym, więc może być lekko wkurzona -wytłumaczyłem.
- No dobrze... Daj mi chwilę.
Wzięła sukienkę i weszła do środka domu. Matt już tylko warczał, co oznaczało, że już się przemienił. Może już tak nie cierpi? Pomyślałem.
- I jak? -usłyszałem głos za swoimi plecami.
- Pięknie...
Ta sukienka była stworzona dla niej. Wyglądała... nie idzie tego opisać... Pięknie to za mało.
- Zatańczymy?
- Ale tak teraz??
- Mhm...
- Matt..
- Już jest spokojny... najgorsze minęło.
- Nie ma muzyki.
- Użyj wyobraźni...
Objąłem ją w tali i przyciągnąłem do siebie. Tańczyliśmy w świetle gwiazd i blasku księżyca.
- Błagam Cię... nie zostawiaj mnie... - wyszeptała.
Nic nie odpowiedziałem... Pocałowałem ją. Tak po prostu... Ku mojemu zdziwieniu na twarzy dziewczyny pojawił się uśmiech.
- Kocham Cię...
Powiedzieliśmy w tym samym czasie.