wtorek, 21 kwietnia 2015

Rozdział 1

       Rodzice jak zwykle o tej porze byli jeszcze w pracy. Lily była na pierwszej randce z Ashem, a mi pozostało iść na spacer z moim psiakiem. Mieszkanie obok lasu ma swoje zalety. Spuściłam ze smyczy mojego pupilu. Szłam powoli po leśnej ściółce. Było na prawdę przyjemnie, idealna pogoda na spacer.
Straciłam rachubę czasu, a Loki znikł mi z oczy. Zaczęłam go nawoływać, ale bez skutecznie. Szukałam go przez dobre pół godziny. W końcu go odnalazłam siedział na kolanach u jakiegoś mężczyzny. Miał on jasno brązowe włosy do barków i cudne błękitne oczy. Był dobrze zbudowanym, młodym facetem.
- Loki - powiedziałam szczęśliwa.
Psiak spojrzał się na mnie z wywalonym jęzorem lecz nie podbiegł do mnie tylko dalej siedział u niego na kolanach.
- Dziękuję za znalezienie i zaopiekowanie się moim psem - powiedziałam do niego.
- Proszę bardzo - dopiero wtedy maluch zbiegł z jego kolan, a on sam wstał i uśmiechnął się do mnie. Był wyższy ode mnie o głowę.
- Pójdę już... Jeszcze raz dziękuję - wymamrotałam.
Kiedy się od niego odwróciłam, złapał mnie delikatnie za nadgarstek.
- Jak masz na imię? - zapytał, a ja odwróciłam się do niego.
- Elizabeth - powiedziałam łagodnie.
Bałam się trochę, sama nie widzieć czemu.
- Piękne imię. Ja jestem Jonathan - podniósł moją rękę i złożył na niej delikatny pocałunek.
- Wydajesz się być naprawdę bardzo miłą osoba Elizabeth...
- Dziękuję... - czułam się niepewnie.
- Dlatego przyjmij moje przeprosiny, ale muszę to zrobić - odparł spokojnie.
Zaczęłam uciekać, ale znalazł się zaraz przy mnie. Przesunął nie to dobrze. Był o wiele silniejszy. Poczułam dziwne ukucie i ból przeszywający całe moje ciało. Ugryzł mnie w szyję, która cała odrętwiała. Po chwili nie miałam już siły krzyczeć. Odsunął się ode mnie. Jego usta pokrywała krew, moja krew. Wśród tej czerwieni widniały dwa ostre kły. Kiedy nie pościł wylądowałam na ziemi. Ukucnął przy mnie i delikatnie odsunął kosmyk włosów z mojej twarzy.
  Nagryzł swój nadgarstek i przyłożył mi go do ust. Już po chwili szyja przestała boleć, a ja odzyskała siły. Wstałam ostrożnie ciągle go obserwując. Zbliżył się znowu do mnie i spojrzał mi prosto w oczy.
- Będziesz o mnie pamiętać i o tym co tu się stało, jednakże nie możesz o tym nikomu powiedzieć ani nic z tych rzeczy
Kiedy to powiedział po prostu zniknął. Stałam tam w kompletnym szoku i osłupieniu.
Ruszyłam prosto do domu. Zaczynało się ściemniać, a ja nie chciałam spotkać takich jak on.
      W domu panował mrok, co oznaczało, że rodziców jeszcze nie ma. Zaprowadziłam Lokiego do budy i nasypałam mu karmy. Przytuliłam go i poszłam do domu. On mógł go zabić! Mnie też....
Zapaliła światło w kuchni i salonie. Kuchnia łączyła się z salonem wiec w całym pomieszczeniu byli teraz na prawdę jasno.
Nagle mój telefon zaczął dzwonić. Lily.
- No hej co tam? - spytałam próbując się opanować.
- Super! Jejku Ash jest boski! Masz jutro czas po południu? Pójdziemy do jakiejś kawiarenki i wszystko ci opowiem - zaproponowała radośnie. - Jasne! O 14:30 tam gdzie zawsze?
- No oczywiście!
  Rozłączyłam się. Wyjęłam jogurt z lodówki i zrobiłam sobie musli.
Siedziałam w salonie i oglądałam jakiś serial, kiedy główne drzwi otworzyły się, a do domu weszli rodzice.
- Hej - przywitałam się.
- No hej. Jak ci minął dzień? - spytałam mama.
- Dobrze. Byłam z Lokim na spacerze... - zakończyłam wypowiedź i tak nie mogłam powiedzieć niczego więcej.
- Jutro idziesz do pracy? - spytał tata siadając na fotelu.
- Ugh... Zapomniałam! Muszę zadzwonić do Lily, bo się z nią umówiłam...
- Gdzie ty masz głowę? - zapytał tata, przełączając na mecz.
- Może się zakochała - stwierdziła mama.
Przewróciła oczami i poszłam do holu. Zadzwoniłam do przyjaciółki i wszystko wytłumaczyłam. Ta tylko się zaczęła śmiać i oznajmiła, że wpadnie do mnie do pracy.
     Pracowałam w bibliotece w starszej części miasteczka. Należały ona do uniwersytetu, gdzie studiuje. Historia sztuki i kulturoznawstwo. Coś pięknego, a w bibliotece sobie dorabiam. Lubię tam przebywać to miejsce na cudowny klimat.
     Kiedy wróciłam do salonu rodzice jedli kolację. Ja sięgnęłam po sok. Czułam się nieswojo.
- Otworzyłem małemu klatkę. Jest dość ciepło niech się wyszaleje - oznajmił tata.
- Okay.. Ja idę już do siebie pa - oznajmiłam.
Poszłam wsiąść szybki prysznic i położyłam się na łóżku. Mój telefon za wibrował. Odblokowałam go.

Od: Matt XD
Pamiętaj, że Ty jutro przynosisz kawę do pracy! :D

Do: Matt XD
Pomińmyfakt, że zapomniałam o tym, że jutro idę do pracy xx

Od: Matt XD
Czemu mnie to już nie dziwi? :*
Matt to mój kolego z roku. Od początku razem pracujemy w bibliotece. Był wspaniałym przyjacielem i moim ramieniem do wypłakania się. Cóż teraz nawet nie mogę mu powiedzieć.. O tym...
    Odłożyłam telefon i przykryłam się kołdrą. Sen był silniejszy ode mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz