czwartek, 23 kwietnia 2015

Rozdział 3

       Skończyłam pracę około 18:00. Lily poszła już wcześniej. Pożegnała się z Mattem i ruszyłam do domu, a przynajmniej taki miałam zamiar. Jeszcze raz spojrzałam na karteczkę od niego. Chciałam po prostu wyjaśnień.
Napisałam do mamy, że idę na jakąś imprezę i poszłam do spotkanie z diabłem. Mama nie miała nic przeciwko. Nawet cieszyła się. Twierdziła, że jestem czasami za bardzo Aspołeczna.
      Kiedy doszłam na miejsce moim oczom ukazał się piękny dworek. Popchnęłam delikatnie furtkę do przodu, a ta cicho zaskrzypiała. Niepewnie weszłam i zamknęłam ją za sobą. Dworek otaczał duży ogród. Dominowały tam stare drzewa i różne kwiaty. Do drzwi wejściowych prowadziła mnie ścieżka usypana z kamieni. Pokaźna weranda była cała z drewna, a w jej koncie stał fotel bujany, o którym zawsze marzyłam.
Zapukałam niepewnie. Nic. Zapukałam ponownie. Za drzwiami usłyszałam szmer. Po chwili otworzyły się.
- Zapraszam Elizabeth - powiedział.
Weszłam do środka, a on zamknął drzwi. Salon był naprawdę urządzony z gustem.
Jonathan był ubrany w ciemne spodnie i czarną, luźną koszulę, rozpięta do polowy. Włosy miał rozpuszczone i w lekkim nieładzie. Jednak mamy coś wspólnego, on również chodzi na boso po domu.
- Proszę, przejdźmy do mojego pokoju tam odpowiem na wszystkie pytania - powiedział i wskazał na schody.
        Kiedy weszliśmy do jego pokoju kazał mi się usiąść na łóżku. Muszę przyznać, że było one bardzo wygodne. On usiadł się, a raczej położył, koło mnie. Przeglądałam mu się, coś w nim było inne.
- Tak skarbie mam ciemniejsze włosy. Kiedy robi się ciemnej moje włosy stają się czarne i nie nie każdy wampir tak ma. Ogólnie nikt nie wiem czemu tak jest, po prostu jest - wytłumaczył.
- Skąd...
- Umiem czytać w myślach - przerwał moje pytanie i od razu dal odpowiedź.
- Mój pies został zabity w nocy - mówiąc to spojrzałam uważnie na niego.
- Nie mam nic z tym wspólnego.... - powiedzmy, że mu uwierzyłam. Nie chciałam drazyc tematu.
- Jak długo jesteś tym czym jesteś?
- Wampirem. Nazywajmy rzeczy po imieniu. Jest wampirem od 432 lat. Od razu mówię, że jest nas więcej.
Miałam tyle pytań, że nie wiedziałam co pierwsze.
- Dzielicie się na jakieś grupy?
- Tak. Zacznę od początku.
Są dwa pierwotne wampiry, Alfa i Omega. Są one w spoczynku, można to nazwać snem. Pojawiły się one około 2,500 tysiąca lat temu. Dokładnie nie wiadomo dlaczego i jak. To od nich są wszystkie wampiry. Jest takie coś jak wampiry Czystej Krwi. Taka szlachta, jakby... Są to wampiry stworzone z krwi pierwszych. Posiadają one większą siłę i szybkość, zmysły są bardziej wyczulone. Każdy wampir ma dar czytania w myślach ale Czystej Krwi mają opanowane to do perfekcji. Mogą wkraść się do czyjegoś umysłu. Mają również własne wizje... 
- Jesteś Czystej Krwi prawda? - przerwałam mu.
- Mhm. Kontynuując. Później są normalne wampiry, zrodzone z naszej krwi czy innych wampirów. No i są jeszcze pisklaczki, świeżo przemieniony wampir. Czas ten trwa około tygodnia, dwóch. Na łeb można dostać... - zakończył.
- Czekaj... Od jak dawna Alfa i Omega śpią?
- Śpią po jakieś kilka setek lat i się budzą na jakiś czas, żeby powiększyć wampiry Czystej Krwi. No bo wiesz mamy swoje zobowiązania. Jesteśmy takimi... Strażnikami Nocy. Robimy wszystko żeby w śród wampirów panował porządek.
- Haha! - zaśmiałam się.
- Coś nie tak? - spytał bardzo zdziwiony.
Podniósł się lekko na łokciu i bacznie mnie obserwował.
- Nie no wiesz.. Ta rola strażnika wiąże się z odpowiedzialnością i w ogóle, a ty wczoraj zaatakowałeś bezbronną dziewczynę w lesie
- Z tego co wiem to była to kobieta - jego oczy błądziły po moim ciele.
Siedzieliśmy chwilę w cichy. Jonathan wstał bez słowa i wyszedł z pokoju. Czułam się trochę niezręcznie siedząc tam sama. Korzystając z okazji położyłam się na łóżku. Chciałam od razu wstać żeby nie zauważył, ale było tak miękkie...
-Wygodnie? - usłyszałam pytanie i od razu się podniosłam.
Jonathan stał w drzwiach z torebką krwi.
- Ja przepraszam... - wymamrotałam.
- Leż... 
Położyłam się ponownie i prawie utonąłem w poduszkach.
- Co jeszcze chcesz wiedzieć? - usiadł się na przeciwko mnie.
- Te różne zabobony! - wypaliłam.
- No więc... Jak widzisz w trumnach nie śpimy, ale mam jedną... Długa historia, żart kolegów. Czosnek - nie, Światło...um... Może normalnie żyć, jednakże światło jest nie przyjemne. Pisklaki mogą się nawet na nim zapalić, ale mniejsza o to. Kołki.. Tak w samo serce... Nie wiem co jeszcze, jak mi się coś przypomni to ci powiem - zakończył wypowiedź i wziął kolejnego łyka.
Nie mogłam uwierzyć sobie tak o leżałam w łożu wampira... No lepsze łoże niż trumna.
Wyciągnęłam telefon. 22:00... 
- Pójdę już... - stwierdziłam
Wstałam już jednakże on odgrodził mi drzwi.
- Jest juz ciemno... Nie puszczę Cię samej! Zostań na noc - powiedział. Stałam wryty.
- No i gdzie mam niby spać?
Nic nie odpowiedział tylko wskazał bo łoże.
- A ty? O tak masz trumnę! - powiedziałam z ironią.
- Nie ja mam swoje łoże... A ty będziesz tylko gościem...
- Mamy spać razem!!?? - wybuchnęłam.
- Po pierwsze będziemy w ubraniu, po drugie na dwóch końcach łoża, a po trzecie... Oddam ci kołdrę! - zachęcał.
- W czym niby mam spać? - założyłam ręce na biodra.
On podszedł do kufra i poszperał w nim trochę.
- Proszę - wręczył mi czarną, sięgającą kolan koszulę.
Wzięłam ją. Była wykonana z delikatnego materiału.
- A łazienka?
- Pierwsze drzwi po lewej - odpowiedział stojąc na przeciwko mnie. Dopiero teraz zauważyłam, że jego włosy stały się kruczo czarne.
Staliśmy tak patrząc na siebie przez dłuższą chwilę.
- Ja mam cię tam zanieść i umyć? - przerwał grobowa ciszę.
Przewróciłam oczami i poszłam do łazienki.
Było to pierwsze, całkowicie jasne miejsce. Wszędzie były białe płytki. Powiesiłam koszulę na wieszak i rozegrałam się. Odkręciłam wodę i wanna pomału się napełniała. Nie mogłam nigdzie znaleźć ręcznika, wiec pożyczyłam sobie jego porannik.
- Proszę. Zapomniałem o ręczniku - powiedział.
Poderwałam się.
- Nie umiesz pukać?! - wkurzyłam się.
- Przypominam, że jesteś w MOIM domu! ... Ładnie ci w nim - powiedział łagodnie i rzucił mi ręcznik, po czym wyszedł.
Odłożyłam go i ściągnęłam porannik. Czas na kąpiel.
     Do pokoju wróciłam po około 20 minutach. Jonathan leżał z zamkniętymi oczami i rękami na piersi. Położyłam swoje rzeczy na małym stoliczku w rogu. Na palcach przeszłam do łóżka. Może on już śpi, może uda mi się...
- Nie próbowałbym - przerwał moje myśli i wyszedł.
     Wrócił po jakichś 10 minutach. Ja siedziałam na łóżku. Chodził tak cicho jak kot. Był teraz w samych spodniach dresowych. Nie był typem osiłka, ale klatę miał niezłą. Założył jakąś bluzkę. Była już rozciągnięte i podarta na dole. Stanął na przeciwko łóżka i poparł się o barierkę.
- Tak - powiedział.
- Co? - spojrzałam na niego pytająco.
- Tak... Odpowiedź na twoje nie zadane pytanie. Czy są wilkołaki i czarownice.... Są też złe wampiry, wykluczone...
Nie pytałam więcej. Położył się jak najdalej ode mnie. Jednak było jeszcze jedno pytanie którego nie zdążyłam zadać. Jak zostałeś przemieniony?....
***
      Rok 1583. Włochy.
Zatłoczone ulice, a wszędzie pełno stoisk i handlarzy. Zmierzam w stronę domu bogatego malarza, z  nowym zleceniem od kardynała.
- Witaj Emilio! - przywitałem się radośnie.
- Witaj mój panie! Co cie do mnie sprowadza?
- Kolejne zlecenie. Masz się stawić u kardynała dziś popołudniu - oznajmiłem.
- Oczywiście! Panie śpieszysz się gdzieś? - spytał.
- Tak... Jeszcze dzisiaj wyruszam do Wenecji do doży.
- Dobrej podróży!
  W południe wyjechaliśmy z Watykanu.
       Wenecja była piękna. Nie bywałem tam często, ale zawsze mnie do siebie przyciągała. Najbardziej lubiłem spacerować tam po zmroku. Miasto zdobywało dodatkowy urok.
       Szedłem wąska uliczką. Wszędzie cisza i uspokój.
- Witam - usłyszałem męski głos za swoimi plecami, jednakże nikogo tam nie ujrzałem.
  Obróciłam się z powrotem z zamiarem kontynuowania swojego spaceru. Drogę oddzielił mi mężczyzna, który pojawił się jakby znikąd.
- Dobry wieczór. Mogę w czymś pomóc? - spytałem uprzejmie.
- Oj tak! 
Jego oczy nabrały intensywniejszych barw, a na twarzy, w pobliżu oczu, pojawiły się może czerwono-czarne żyły. Otworzył usta i ukazał kły, po czym wbił się w moją szyję.
- Nie! - krzyknęła Elizabeth.
- Już dobrze... To był tylko sen - wyszeptałem.
  Przytuliłemją mocniej do siebie. Żeby ukazać jej to musiałem się do niej zbliżyć.
Dopiero po chwili zorientowałem się, że leżymy za blisko. Odsunąłem się od niej gwałtownie i usiadłem na łóżku.
- Współczuję ci... To był Alfa? - zapytała ciągle leżąc.
- Tak.... Przemienił mnie i wziął do siebie, a słuch po mnie zaginął...
- Dlaczego ty? - podniosła się lekko, jednakże wciąż zostawała w pewnej odległości.
- Byłem szlachcicem, podróżowałem po Europie. Byłem dla niego idealny...
Również się usiadła koło mnie. Dłuższy czas wpatrywaliśmy się w ścianę przed nami.
- Nie powinnam zostawać... - wyszeptała.
- Proszę... Nie idź... - potrzebowałem jej, sam dokładnie nie widziałem czemu.
- Wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale... To jak mnie przytuliłeś.. Czułam się bezpiecznie - delikatnie dotknęła mojego ramienia.
Odruchowo ucałowałem jej dłoń. Nie odciągnęła jej.
- To nie tak, że byłaś pierwsza lepsza... Po prostu... Śniłaś mi się dzień wcześniej i..
- I najlepszym sposobem żeby dać o sobie znać było ugryzienie mnie - powiedziała to z ironią i uśmiechem na twarzy.
- Obiecuję Cię chronić przed siłami nieczystymi - zdeklarowałem.
- Obiecaj mi, że nie będziesz gryźć niewinnych, a jeżeli już będziesz musiał... Pożyw się moja krwią... - powiedziała łagodnym głosem.
Położyłem się z powrotem. Elizabeth zajęła swe miejsce blisko mnie i po chwili już zasnęła. Przyglądałem jej się jeszcze trochę i postanowiłem również odpłynąć w śnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz